wtorek, 19 listopada 2013

Opowiadanie - dalsza część

Tak wciągnęło mnie pisanie opowiadań, że postanowiłam napisać drugą część " Drogi bez powrotu".
                                                   

                                 Droga bez powrotu 2 

      Po kilkunastu godzinach poszukiwań byliśmy wykończeni. Moje nogi potykały się o nogi Harry'ego  Czułam, że zaraz upadnę nie kontrolując mojego ciała. Tylko dzięki jego silnemu objęciu mogłam jeszcze iść.  Harry, widząc, moje osłabienie zaproponował abyśmy usiedli pod którymś drzewem. Bez zastanowienia zgodziłam się. Położyłam głowę na jego ciepłym ramieniu. On objął mnie wzdłuż talli swoimi mocnymi dłońmi. Czułam się bezpieczna.
     Nawet nie wiedziałam, kiedy usnęłam. W sumie to nie dziwię się, przecież byłam naprawdę zmęczona a w dodatku byłam strasznie głodna. Rozprostowując kości, zorientowałam się, że jestem w kompletnie obcym miejscu. Obok mnie leżał odwrócony plecami Harry. Wszędzie rozpoznam jego bujne loczki. Siedzieliśmy teraz w zakratkowanym i pustym pomieszczeniu. Przypominało trochę więzienie ale było o wiele straszniejsze choćby nawet przez swój zapach, który ulatywał z podłogi.  Chciałam wyjść ale wszystko było dokładnie pozamykane. Ogarnął mnie lekki strach. Zaczęłam szturchać Harry'ego aby się obudził ale spał jak zabity. Nawet jadące czołgi , by go nie obudziły. Usłyszałam kroki. Szybko powróciłam bo mojej wcześniejszej pozycji, udawałam, że śpię. Patrząc przez jedno uchylone oko zobaczyłam kroczącego zmutowanego człowieka. Znowu kanibale!? Historia się powtarza. Gdy tylko odszedł, zaczęłam szukać czegoś , czym mogłabym otworzyć kratę. Zdenerwowana chodziłam po malutkim pomieszczeniu rozglądając się dokładnie co może mi się przydać. Jest!  Z okrągłego i prawie nie zauważalnego okienka wystawał gwóźdź. Swoją drobną ręką zaczęłam go wyjmować. Jednak to nie było proste, ponieważ przedmiot był mocno przyczepiony do muru. W końcu gwóźdź był mój. Szybkim krokiem podbiegłam do bramki o bez problemu otworzyłam ją tępym narzędziem. Ponowiłam próbę jego zbudzenia jednak na nic. Nie było czasu na namysły. Jak najsilniej mogłam podniosłam go z podłogi. Pachniał czymś bardzo nieprzyjemnym. Ostrożnie wyszłam i kierowałam się do wyjścia. Poszło bez większych problemów. Mimo ciężkiego oporu na moich ramionach, poradziłam sobie świetnie i wyszłam z budynku. Położyłam Harry'ego delikatnie na ziemi i spojrzałam w górę. Na wejściu do lokalu widniał napis : "PSYCHIATRYK".  Pomyślałam sobie na głos, że bardzo ciekawe miejsce na zabijanie ludzi wybrały te dziwolągi. Nie chciałam już dłużej patrzeć na rezydencję mutantów więc szybkim ruchem podniosłam Harry'ego i ruszyłam w stronę jakiegoś samochodu. To był dla nas ratunek. Jednak tego w planach nie miałam .. Poczułam nagłe poruszenie się Harry'ego i jego krzyk. Jego ramię było przebite strzałą, która była wycelowana z ręki jakiegoś dziecka.. ale też zdeformowanego.  Szybko wepchnęłam go na tył samochodu a sama wskoczyłam do przodu aby zawieźć nas byle daleko od okropnego miejsca. Harry uginał się z bólu a ja nie mogłam nic zrobić. Moja twarz była zalana łzami, które zaczęły spływać po cały moim ciele.
- Gdzie jedziemy ? - zapytał ochrypłym i słabym głosem
- Musimy znaleźć jakiś szpital,lekarza co kolwiek co pomoże wyjąć ta strzałę - odpowiedziałam zapłakanym głosem
- Nie płacz, proszę.
Mi jeszcze bardziej oczy wypełniały się łzami Po kilku minutach jazdy zobaczyłam jakiś dom. Zatrzymałam się i prędko pobiegłam zobaczyć kto w nim mieszka. Zapukałam i otworzyła mi starsza pani .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz