Droga bez powrotu 3
Rana Harry'ego powoli zaczęła się goić. Razem z bardzo miłą staruszką, która uratowała nam życie chodziliśmy na spacery i pokazywała nam tajemnicze zakamarki lasu. Po tygodniu pobytu w chatce kobiety ruszyliśmy do domu. Już nie chcieliśmy przeżyć tego co wydarzyło się ostatnio, mimo tego, że staruszka bardzo dobrze się nami opiekowała. Podziękowaliśmy za gościnę i ruszyliśmy samochodem w stronę wyjścia ze strasznego miejsca, które pokazała nam " Pani Babcia". Tak ją nazywałam, ponieważ bardzo przypominała mi moją babcię. Była naprawdę cudowną osobą. Mogła nas spokojnie nie wpuścić do swojego domu, pomyśleć, że jesteśmy mordercami ona jednak miała niesamowity charakter.
- Dziękuję - powiedział pewnym głosem Harry.
- Ale za co ? - odpowiedziałam
- Uratowałaś mi życie - powiedział kochanym głosem
Zarumieniłam się bardzo i nic nie odpowiedziałam. Harry to zauważył i szeroko się uśmiechnął. Zobaczyłam, że jesteśmy w świecie ludzi. Byłam uradowana, że już nie spotkam kanibali. Jednak po momencie zobaczyłam coś dziwnego. Miasto było szare, budynki zniszczone a w oddali widziałam czarny dym.
-Co się tu stało!? - zapytałam przestraszona Harry'ego
- Może to ci zdeformowani .. - odpowiedział zdziwiony, patrząc wystraszonym wzrokiem za okno.
Na ulicach nikogo nie było widać. Żadnej żywej duszy, żadnej oznaki życia. Zaparkowaliśmy obok jakiegoś sklepu i wysiedliśmy. Maszerując tak nagle usłyszeliśmy jakieś kroki. Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy coś czego nigdy byśmy się nie spodziewali. Gromada ludzi przypominających zombi szła w naszym kierunki.
Razem z Harrym staliśmy w osłupieniu, nie wiedząc co zrobić. Myślałam czy ten koszmar w końcu się skończy. Jednak o powrocie do normalności mogłam sobie na razie pomarzyć. Harry krzyczał abyśmy uciekali. Ja jednak zatrzymywałam go abyśmy zaczekali i zobaczyli co zaczną robić. Truposze - bo inaczej ich nie mogłam nazwać, poruszały się bardzo powoli i smętnie. Mieli spuszczone głowy i zgarbione plecy a ich ruchy przypominały pijanego mężczyznę w wieku 50 lat. Gdy byli już blisko nas, serce podskoczyło mi do gardła a nogi były jak wata cukrowa. Ścisnęłam mocno rękę Harry'ego ale nie uciekłam. Wiedziałam, że gdy zaczniemy biec, wywołam ich gniew i zaczną nas gonić. Kiedy zbliżyłam się do nich, patrzyli na mnie okropnie. Wyglądali, jakby zaraz mieli mnie zjeść. Jeden z nich chwycił mnie za rękę i zaczął prowadzić w kierunku reszty. Harry już miał zacząć działać ale zabroniłam mu i kazałam czekać w miejscu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz