Tak właśnie przeglądałam swoje opowiadania z 1 klasy gimnazjum .. I postanowiłam napisać opowiadanie. Was też zachęcam abyście teraz ze mną usiedli i coś napisali. Nie ważne o czym. Tematem może być historia z twoich snów, wycieczka do kina a nawet pluszowy miś z dzieciństwa.
Droga bez powrotu
Bezzwłocznie starałam się wyszukać wzrokiem grupę moich przyjaciół w zatłoczonym pomieszczeniu. Impreza zdawała się powiększać, gdy tylko zapadł zmrok. Widziałam tłumy nastolatków, którzy tańczyli na środku salonu ale jeden nie dawał mi spokoju. Był to wysoki, szczupły chłopak o zielonych oczach, który cały czas się na mnie gapił. Próbowałam unikać jego wzroku, jednak nie udawało mi się to. Kiedy zbliżałam się do wyjścia, natychmiast do mnie podbiegł i zabrał do tańca. Ja niechętnie musiałam z nim iść, ponieważ tak mocno ścisnął moje nadgarstki, że nie mogłam się od niego wyrwać. Po kilkuminutowym tańcu powiedział :
- Chodź, pokaże ci coś.
Zdziwiona podążyłam za nim. Napisałam szybko sms-a do Charlotte aby się nie martwiła i wiedziała, gdzie mnie szukać w razie potrzeby.
- Jak masz na imię - spytałam cicho.
-Harry - odpowiedział zachrypniętym głosem.
Szliśmy razem wzdłuż ciemnej alejki, rozmawiając o szczegółach z jego i mojego życia. Mimo małego oświetlenia, widziałam dokładnie jego piękną twarz z wyrazistymi rysami.
- Po co mnie zabrałeś na ten spacer ? - zapytałam.
- Podobasz mi si..
Jego szczupła sylwetka zanikła gdzieś wśród drzew. Usłyszałam jakieś szelesty, które przyprawiały mnie o dreszcze i lęk jakiego nigdy jeszcze nie czułam.
Harry ! Harry - zaczęłam krzyczeć.
Jednak bez skutecznie. Zniknął bez śladu a ja natychmiast zaczęłam uciekać, zagłębiając się wgłąb strasznego lasu, który znajdował się po alejce. Nie wiedząc, gdzie jestem, zaczęłam krążyć po starym, okropnym, przyprawiającym o zawał lesie. Chodząc tak, myślałam o rozmowie z Harrym. Był inny od innych dotychczas znanych mi chłopaków. Musiałam go znaleźć. Nagle coś poruszyło się za mną i chwyciło mocno za rękę. To Charlotte, która wyszła mnie szukać. Opowiedziała mi całą historię jaka zdarzyła się podczas imprezy. Koszmarne mutanty, zamieszkujące ten las w starych domach, wyszły na połów ludzi. Byli to ludzie, zmodyfikowani pod wpływem skażonych środków dezynfekujących. Nigdy coś podobnego tutaj się nie zdarzyło ale ta noc była wyjątkowa jak to ujęła Charlotte. Bo kolejnych tajemniczych szmerach, zaczęłyśmy uciekać aby znaleźć jakieś schronienie. Nagle, na prostej drodze, która wydawała się łatwa do przebycia potknęłam się. Na początku myślałam, że to jakiś kawał drewna do czasu, gdy Charlotte nie poświęciła latarką. Było to zmasakrowane a raczej poćwiartowane na kawałki ciało Jacka - chłopaka Charlotte. To było straszne. Nie mogłyśmy się powstrzymać od płaczu, nie wiedziałyśmy gdzie uciekać, co robić do czasu gdy coś nie pociągnęło nas za nogi do góry i zawisłyśmy nogami do góry. Krzyczałyśmy i byłyśmy całe w łzach. Jednak na nic. Zdeformowani i upośledzeni myśliwi porozumiewali się za pomocą pomruków. Ich obrzydłe ręce, dotykały poćwiartowanych części ciała Jacka a następnie je jadły. Nie mogłyśmy na to patrzeć ! Jeden z obleśnych mutantów zabrał nas do jakiegoś starego i pewnie ukradzionego samochodu. Nie mogłyśmy nic zrobić tylko czekać na tortury i śmierć. Zawiózł nas do upiornej chaty i postawił w koncie. Zobaczyłam pełno krwi, kawałki palców a nawet gałki oczne. Zaczęłam płakać. Po chwili usłyszałam ciche jęknięcia, dobiegające z pokoju obok. Jak najmocniej mogłam, pociągnęłam za sobą Charlotte i poszłam na kolanach aby zobaczyć co tam jest. Potykając się o rzeczy, których wyglądu lepiej nie będę opisywała znalazłam się pod drzwiami skąd dobiegał głos. Delikatnie otworzyłam i zobaczyłam Harrego. Byłam tak szczęśliwa, że jest cały i zdrowy. Szybko uwolniłam go od węzłów, którymi był przywiązany. Jego nadgarstki krwawiły a twarz była posiniaczona. Najważniejsze że żył. Jednak moja radość nie trwała zbyt długo. Jeszcze dobrze się nie odwróciłam a głowa Charlotte leżała na ziemi. Ugięłam się z bólu. Nie mogłam znieść tego, że straciłam najlepszą przyjaciółkę. Zdeformowani ludzie rzucali w nas siekierami. Harry pociągnął moją dłoń i trzymając się mocno uciekaliśmy. Jednak jak tu uciekać, gdy nie wiadomo, gdzie jest wyjście z tego potwornego lasu. Teraz liczyły się sekundy. Puls coraz bardziej przyspieszał, coraz trudniej się oddychało, siły słabły. W niespodziewanym momencie Harry zatrzymał się, uniósł mnie na drzewo i zaraz za mną sam na nie wskoczył. Jedyna broń jaka nam została - noże. Nie wahając się, Harry rzucił w nadbiegających myśliwych kilkanaście noży, które natychmiastowo zamordowały wszystkich. Kiedy byliśmy pewni, że już się nie poruszą zeskoczyliśmy z drzewa i z jeżącym się włosem na głowie, zaczęliśmy poszukiwać wyjścia.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz